Najdroższe materiały. Ciężkie i mięsiste – przygniatające noszącego nie mniej niż jego własna historia. Mieniące się misterne hafty lśniące niczym królewskie klejnoty – osiągające pełen blask dopiero, gdy stopią się z delikatnością skóry. Nasycone barwy przypominające wypieki gapiów obserwujących wysoko urodzonych. Szelest falban rozpościeranych zamaszystością pewnego kroku. Łabędzie szyje wyprężone w wychyleniu zza sztywnych kołnierzy – na nich zatknięte nieruchome głowy obciążone potężnymi, wysmakowanymi nakryciami. Pełne gracji gesty dłoni – nieśmiałe, jednak nasycone dystyngowaną wyższością. Bogactwo mody, bogactwo życiorysów i bogactwo osób, które do tego aspirują. Rozpasany kunszt, ekstrawagancja i dekadencja. Przymiotniki, które w filmowym ujęciu charakteryzują monarchię. Przymiotniki, które w popularnym ujęciu mogą charakteryzować również modę – od lat kojarzoną ze zbytkiem i wyjściem poza jedynie utylitarne cechy ubrań. Królewskość – zarówno w rodowym, jak i w modowym ujęciu – nakazuje patrzeć. Doceniać, zazdrościć i pożądać. Chcieć wniknąć w to, co teoretycznie niedostępne – to, co przez naśladownictwo staje się niemal na wyciągnięcie ręki.